Można by sądzić, że to kolejny obrazek „Gdzieś w Polsce”, gdyby nie to, że wydawca jednak podpisał go „Jura Krakowsko-Częstochowska”. Ale gdzie dokładnie znajdziemy skały z fotografii?

Ostańce
(1966, fot. H. Pawlak)
Można by sądzić, że to kolejny obrazek „Gdzieś w Polsce”, gdyby nie to, że wydawca jednak podpisał go „Jura Krakowsko-Częstochowska”. Ale gdzie dokładnie znajdziemy skały z fotografii?

Ostańce
(1966, fot. H. Pawlak)
Wczasując się w Wisełce (opisanej w poprzednim wpisie) od czasu do czasu – dla uzupełnienia zapasów – wyruszaliśmy do Międzyzdrojów. W ramach rozrywki (szczególnie jak kiepska pogoda) można było nawet odwiedzić część „turystyczną” miasta. Trzeba powiedzieć, że ciąg: sklepów z „atrakcjami”, rozmaitych jadłodajni czy miejsc różnie pojmowanej rozrywki, mentalnie oddziela miasto od plaży. Można by pomyśleć, że gdyby nie molo i aleja gwiazd, taki wczasowicz mógłby się nawet nie zorientować, że wczasuje się nad Bałtykiem 🙂

Aleja gwiazd – wejście na plażę.
(2019, wyrób własny)

Wejście na molo. Plaża, w tle Kawcza Góra. Ośrodek wypoczynkowy Juventur. Przystań rybacka.
(1976, fot. M. Jasiecki)
Akurat od 4 do 6 lipca odbywał się w Międzyzdrojach Festiwal Gwiazd. Pechowo akurat pogoda była niesłoneczna, więc mieliśmy pretekst żeby zajrzeć na aleję gwiazd. Kogo tam nie widzieliśmy! Nie widzieliśmy Barcisia, Lubaszenki, Malajkata… No mówiąc krótko – nikogo 🙂 .
Zgodnie z nazwą bloga przesyłam pozdrowienia z urlopu. Co prawda urlop się już skończył, ale zawsze to miło opowiedzieć, jakie atrakcje czekają na wisłekowego wczasowicza. Niby wiadomo: to co wszędzie – morze i plaża. Może jeszcze Woliński Park Narodowy, jak ktoś lubi przyrodę. Ale jak się tam pojedzie, to okaże się, że to wyjątkowe miejsce do odpoczynku.
Przede wszystkim jest tam dość luźno. Widocznie potencjalnych wczasowiczów odstrasza informacja w internetowych wyszukiwarkach „odległość od plaży – 1800 metrów”, bo lepiej wygląda dystans 10 razy mniejszy. A właśnie owe półtora czy dwa kilometry to atut a nie wada. Idzie się ścieżką przez park narodowy. Spacer przez las to zupełnie coś innego niż przedzieranie się przez zatłoczoną ulicę jakiejś znanej nadmorskiej miejscowości. Tym bardziej, że im dalsze wejście, tym bardziej plaża dzika.

Plaża
(2019, wyrób własny)
Brak pogody zwykle odbiera sens wczasom nad Bałtykiem (przesadzam – spożywanie alkoholu w wesołym gronie, zwykle rekompensuje ten brak). W Wisełce byle nie padało – mamy do dyspozycji kilometry szlaków turystycznych i spacery wzdłuż plaży, choćby po to, żeby zobaczyć wyjątkowe klify. W tej sytuacji jedno z dwóch wymyślonych w czasie urlopu haseł, nie jest straszne (no bo zaliczając owe kilometry część da się spalić):
Kilokalorie – jedyne, co na urlopie na pewno cię nie zawiedzie
Drugie hasło tyczyło się pogody – oprócz dwóch dni na początku i trzech na końcu, była taka sobie. No dobrze – przez ponad połowę pobytu było zimno. Stąd drugie hasło, jakie przyświecało nam w Wisełce:
Pan wszedł do wody po uda,
Może głębiej mu się uda.

Łódki na plaży
(lata 80-te)
Sceneria wymarzona do kręcenia filmów. Ruiny zamku robią wrażenie.

Ruiny zamku Chojnik (XIV-XVII w.)
(1970, fot. P. Krassowski)
Przed ratuszem zawieszone flagi narodowe. Czyżby w okolicy był 22 lipca?

Barokowy ratusz z lat 1591-1600, wielokrotnie przebudowywany
(1974, fot. A. Stelmach)
Mała ciekawostka: bardzo podobna kartka z kolorowymi krajobrazami – tylko z napisem „Bieszczady” – została wydana parę lat później. Nawet pojawiła się na moim blogu w roku 2010. Można sobie porównać.

Widok na Połoninę Cyrańską. Połonina Wetlińska i Cyrańska. Widok na Wielką i Małą Semenową.
(1974, fot. M. Raczkowski)
Ograniczona paleta barw, niespotykany dziś sposób druku – to staromodna widokówka sprzed pół wieku.

Zakład Przyrodoleczniczy
(1967, fot. J. Siudecki)
Wczoraj zaliczyliśmy rekord czerwcowych temperatur wszechczasów. Upały można przeżywać skutecznie nie tylko nad morzem (jak w poprzednim wpisie), ale również nad jeziorem.

Kąpielisko
(1979, fot. J. Makarewicz)
W czasie przeżywanego właśnie apogeum upałów, prezentuję równie upalną kartkę z Ustki. Kiedy ma się w cieniu powyżej 30 stopni, słoneczna plaża jakoś mniej nęci. Szczególnie jak się zobaczy, jaki panuje na niej tłok.

Plaża
(1984, fot. J. Tymiński)
W 1962 roku rodzina Przypkowskich przekazała państwu bogaty zbiór zegarów słonecznych. Utworzone wtedy muzeum istnieje do dziś.

Zegar słoneczny na kamieniczce w rynku. Osiedle mieszkaniowe. Muzeum im. Przypkowskich. Rynek.
(1983, fot. T. Nowak)
Typowe liternictwo lat 60/70 ozdabia zimowe widoczki. Zwróćmy uwagę na sople w prawym górnym obrazku!

Trasa kolejki na Górę Parkową. Nowy Dom Zdrojowy i muszla koncertowa. Sanatorium „Silesia”. Bulwary Dietla. Pijalnia wód mineralnych.
(1976, fot. J. Tymiński)
Plac zalany słońcem. Ciekawe czy im też tak gorąco, jak nam od kilkunastu dni? W każdym razie szykuje się pewnie jakaś impreza, bo uczestnicy przyjechali na pace.


Plac Poli Maciejowskiej
(1976, fot. M. Raczkowski)