Międzyzdroje

Wczasując się w Wisełce (opisanej w poprzednim wpisie) od czasu do czasu – dla uzupełnienia zapasów – wyruszaliśmy do Międzyzdrojów. W ramach rozrywki (szczególnie jak kiepska pogoda) można było nawet odwiedzić część „turystyczną” miasta. Trzeba powiedzieć, że ciąg: sklepów z „atrakcjami”, rozmaitych jadłodajni czy miejsc różnie pojmowanej rozrywki, mentalnie oddziela miasto od plaży. Można by pomyśleć, że gdyby nie molo i aleja gwiazd, taki wczasowicz mógłby się nawet nie zorientować, że wczasuje się nad Bałtykiem 🙂

Międzyzdroje aleja gwiazd

Aleja gwiazd – wejście na plażę.
(2019, wyrób własny)

Międzyzdroje pocztówka molo

Wejście na molo. Plaża, w tle Kawcza Góra. Ośrodek wypoczynkowy Juventur. Przystań rybacka.
(1976, fot. M. Jasiecki)

Akurat od 4 do 6 lipca odbywał się w Międzyzdrojach Festiwal Gwiazd. Pechowo akurat pogoda była niesłoneczna, więc mieliśmy pretekst żeby zajrzeć na aleję gwiazd. Kogo tam nie widzieliśmy! Nie widzieliśmy Barcisia, Lubaszenki, Malajkata… No mówiąc krótko – nikogo 🙂 .

Wisełka

Zgodnie z nazwą bloga przesyłam pozdrowienia z urlopu. Co prawda urlop się już skończył, ale zawsze to miło opowiedzieć, jakie atrakcje czekają na wisłekowego wczasowicza. Niby wiadomo: to co wszędzie – morze i plaża. Może jeszcze Woliński Park Narodowy, jak ktoś lubi przyrodę. Ale jak się tam pojedzie, to okaże się, że to wyjątkowe miejsce do odpoczynku.

Przede wszystkim jest tam dość luźno. Widocznie potencjalnych wczasowiczów odstrasza informacja w internetowych wyszukiwarkach „odległość od plaży – 1800 metrów”, bo lepiej wygląda dystans 10 razy mniejszy. A właśnie owe półtora czy dwa kilometry to atut a nie wada. Idzie się ścieżką przez park narodowy. Spacer przez las to zupełnie coś innego niż przedzieranie się przez zatłoczoną ulicę jakiejś znanej nadmorskiej miejscowości. Tym bardziej, że im dalsze wejście, tym bardziej plaża dzika.

Wisełka plaża

Plaża
(2019, wyrób własny)

Brak pogody zwykle odbiera sens wczasom nad Bałtykiem (przesadzam – spożywanie alkoholu w wesołym gronie, zwykle rekompensuje ten brak). W Wisełce byle nie padało – mamy do dyspozycji kilometry szlaków turystycznych i spacery wzdłuż plaży, choćby po to, żeby zobaczyć wyjątkowe klify. W tej sytuacji jedno z dwóch wymyślonych w czasie urlopu haseł, nie jest straszne (no bo zaliczając owe kilometry część da się spalić):

Kilokalorie – jedyne, co na urlopie na pewno cię nie zawiedzie

Drugie hasło tyczyło się pogody – oprócz dwóch dni na początku i trzech na końcu, była taka sobie. No dobrze – przez ponad połowę pobytu było zimno. Stąd drugie hasło, jakie przyświecało nam w Wisełce:

Pan wszedł do wody po uda,
Może głębiej mu się uda.

Wisełka plaża widokówka

Łódki na plaży
(lata 80-te)

Szwecja i okolice

Dziura czasowa z poprzedniego tygodnia oznaczała brak dostępu do cyfrowej maszynerii z powodu urlopu. Krótki, ale za to intensywny. Z grupą znajomych przypominaliśmy sobie, jak to jest, jak się wiosłuje w kajakach. Zwiedzaliśmy okolice małej miejscowości Szwecja – jest tam dużo rzek i jezior. Byliśmy między innymi na tzw. szlaku papieskim na rzece Rurzycy. W 1978 roku przyszły papież po raz ostatni ruszył na spływ kajakowy.

Kiedyś, na przełomie lat 80/90 nasze spływy dzieliły się na dwie kategorie:

  • Spływ wyczynowy – to znaczy mamy do przepłynięcia wybraną rzekę – tak ze 150km. Rzecz jasna namioty, plecaki i jedzenie z całym potrzebnym sprzętem wozimy ze sobą w kajakach. Postoje na dziko – wieczorem rozbijanie namiotów, rano zwijanie.
  • Spływ wypoczynkowy – tak samo, ale rzeka krótsza i niektóre postoje (przy jakichś ładnych jeziorkach) trwają po dwa dni.

Dziś wygląda to inaczej – namioty stacjonarnie rozbijane są w jednym miejscu, kajaki wozi samochód, dzięki czemu płyniemy bez bagażu. Codziennie wybieramy kawałek jakiejś rzeki (ok. 20km). Taka kategoria doczekała się terminu – spływ emerycki. To jeden z objawów dość powszechnie występującej choroby o nazwie „peseloza” 🙂

Ponieważ nie znalazłem żadnych starych widokówek z tej okolicy, dziś jedynie „wyrób własny”.

Krępsko spływ kajaki szlak papieski

Jezioro Krępsko Średnie
(2018, wyrób własny)

Pogorzelica

Jeszcze wakacji nie ma, a już byłem nad polskim morzem. Oczywiście w czasie majówki. Początek maja zaznaczył się piękną, słoneczną pogodą, choć tylko jednego dnia temperatura podskoczyła powyżej 20 stopni. Ale najważniejsze, że nie padało. Kilkudniowy pobyt miał miejsce w Pogorzelicy. Sezon powoli się rozkręca – jeszcze nie wszystkie budki są pootwierane, łatwo znaleźć miejsce parkingowe przy głównej ulicy, knajpki zamykają się o 20:00 lub 22:00.

Pogorzelica plaża widokówka

Plaża
(1983, fot. K. Jabłoński)

Pogorzelica plaża

Na plaży
(2018, wyrób własny)

Łazy

Czas mija nieubłaganie. Niestety dwa tygodnie urlopu właśnie przeleciało. Niestety, bo błogiego lenistwa – nawet jeśli polega ono na tzw. aktywnym wypoczynku – nigdy nie za wiele. Lokalizacja – Łazy. Wbrew deszczowemu początkowi urlopu, miałem okazję – podaję informację za „Głosem Koszalińskim” – spędzać czas w drugim najgorętszym miejscu w Europie. W tym czasie tylko wyspy na Morzu Śródziemnym miały cieplej.

Łazy plaża

Plaża
(2014, wyrób własny)

Łazy mile leniwe – gdyby ktoś chciał super-intensywny „wypoczynek” może pojechać do pobliskiego Mielna – więc byłem naprawdę zadowolony. Ale nie wszystko było takie fajniusie. Przede wszystkim do minusów należy dopisać palenie węglem w stołówkowych i knajpianych kuchniach. Rekordowe zadymienie było dziełem ośrodka „Złota plaża” – raz miałem wrażenie, że wybuchł pożar, a to tylko rozpalali w piecu. No i jeszcze raz się przekonałem, że jak się późno wyjeżdża, to się trafi na korek. W tym samym miejscu, co dwa lata temu, ale w drodze powrotnej.

Na koniec wpisu zupełnie niepocztówkowe zdjęcie mające prawie pół wieku. Na tym polu znajduje się dziś ośrodek „Solaris”:

Łazy ośrodek Violetta

Ośrodek „Violetta”
(przełom 60/70, autor nieznany)

Nad Baltykiem

Urlop, urlop i po urlopie. Niestety czas mija szybko i trzeba wracać do pracy. Nie muszę już przerywać działalności na blogu na czes urlopowania, bo wraz z rozwojem techniki coraz łatwiej o dostęp do sieci, co ma czasami i złe strony: Na przykład jak w pracy czegoś tam beze mnie nie mogą zrobić… Ale po co narzekać, skoro można wtedy zostawić komórkę w pokoju i iść na spacer, gdzie ludzi naprawdę niewiele. Kilometr za Łazami, to już właściwie dzika plaża.

Bałtyk, pocztówka

Wydmy nadmorskie
(lata 70-te, fot. J. Wendołowski)

Łazy wejście na plażę

Wejście na plażę
(2013, wyrób własny)

Zaniemyśl

Wracam jeszcze raz do minionego już urlopu. Nie samym morzem człowiek żyje, czasami można też wpaść nad jezioro. Spędziłem też jakiś czas nad jeziorem Raczyńskim. Mieszkałem w domku, który momentami dawał wrażenie podróży w czasie, ale co by nie mówić, przepisowo miał wszystkie wygody w postaci kuchenki, ubikacji i prysznica, czego podobne domki 40 lat temu jednak nie posiadały.

Zaniemyśl jezioro Raczyńskie

Jezioro Raczyńskie
(1974)

Zaniemyśl jezioro Raczyńskie

Jezioro Raczyńskie
(2012, wyrób własny)

Koszalin

Jak pisałem, na urlopie pogoda była ładna, ale nie utrzymała się taka do końca pobytu. Ponieważ zaczęło lać, zamiast morza, żonka zażyczyła sobie wizytę w galerii handlowej w pobliskim Koszalinie. Lało i nie miałem głowy do uwieczniania na zdjęciu owej galerii, za to zamieszczam coś, co mogłoby być starodawnym odpowiednikiem takiego przybytku.

Koszalin SDH Saturn

Spółdzielczy Dom Handlowy „Saturn”
(1976, fot. J. Wendołowski)

Łazy

I znów klasyczne wczasy. Ośrodek, stołówka, plaża i słońce. Chociaż mogło być go więcej, to i tak nie ma na co narzekać.

Łazy pocztówka

Brzeg morza. Ośrodek wczasowy „Violetta”. (?).
(lata 80-te)

To samo co powyżej, tylko wersja z tego roku. Teraz zamiast socjalistycznej „Violetty” jest cokolwiek wypasiony „Solaris”. Są tu dwa zdjęcia, ponieważ nie doszedłem, gdzie mogła być mozaika z trzeciej fotki – anonimowy komentator uzupełnia: mozaika pochodzi z ośrodka Jaroszowiec (cudowne tam były wczasy z rodzicami)

Łazy morze Solaris

(2012, wyrób własny)

Gdzieś w Polsce

Nie było mnie na blogu, bo się „urlopowałem”. Spędziłem, między innymi, jakiś czas nad morzem. Zanim tam jednak dotarłem, musiałem dojechać na miejsce. Co prawda drogi miejscami są coraz lepsze, ale koniec krajowej „trójki”, tam gdzie dochodzi do „szóstki” był koszmarny. Stałem w korku o długości 10 kilometrów przez godzinę i 40 minut. Gdzieś pod Szczecinem. Zamiast widokówki fotka obrazująca, jak trudno złamać tam przepisy drogowe:

Krajowa trójka

Niedaleko Szczecina
(2012, wyrób własny)

Dobrze, że nie jechałem takim samochodem, jak na poniższej pocztówce z lat 70-tych:

fiat 126 pocztówka

Polski Fiat 126p
(lata 70-te)

Kołobrzeg

No i dwa tygodnie byłem sobie na urlopie. W Kołobrzegu. Żeńskiej części mojej rodziny ta lokalizacja bardzo się podobała. Pewnie dlatego, złośliwie komentowałem, że nie trzeba jechać do sąsiedniego miasta by pochodzić po sklepach. W dodatku piasek na plaży jest tak twardy, że można jeździć sobie wózkiem dziecięcym, czego nie można powiedzieć o kładce dla pieszych nad torami. Ale marudziłem tak, bo pewnie była zła pogoda.

Kołobrzeg plaża

Na plaży
(2011, wyrób własny)

Po tygodniu deszczy i zachmurzeń wyszło słońce i okazało się, że Kołobrzeg jest jak najbardziej OK. Plaża, piasek, słońce, morze – klasyka wczasowania.

Kołobrzeg festiwal piosenki żołnierskiej

Festiwal Piosenki Żołnierskiej.
Na plaży
(lata 70-te)