Kołobrzeg

W poprzednim tygodniu pogoda była tak ładna, aż żal wyjeżdżać, jakby powiedział klasyk. Jednak w środę, nastąpiło chwilowe załamanie pogody – ledwo parę godzin. Wykorzystując to, moja żeńska część rodziny wymyśliła wyjazd do Kołobrzegu, by oddawać się odwiecznemu  rytuałowi chodzenia po sklepach. Szczęśliwie już od południa słońce powróciło

Kołobrzeg ul. Armii Krajowej

ul. Armii Krajowej
(2009, wyrób własny

Kołobrzeg Pomnik zaślubin

Pomnik zaślubin z morzem
(lata 70-te)

Dźwirzyno

Tydzień nieobecności na blogu spowodowany był, jak nietrudno się domyślić, urlopem. W tym roku, ze względu na wygodę, zdecydowałem się na wczasy stacjonarne (w odróżnieniu od zeszłorocznego czynnego wypoczynku, polegającego na wożeniu tyłka samochodem:). Stołówka, plaża, spacery wzdłuż brzegu – po prostu wczasy.

Dźwirzyno plaża

Plaża w Dźwirzynie
(2009, wyrób własny)

Niestety, pomimo dalekich spacerów, nie dotarłem do żadnej dzikiej plaży.

Dźwirzyno widokówka

Brzeg morski
(1967)

Mazury

Mazury

Mazury
(lata 80-te)

Każdy urlop kiedyś się kończy. Mój też zmierzał ku końcowi i w przedzień długiej, sobotniej drogi oddałem się urokom wczasów agroturystycznych: czyli zabijałem złowione przez moją rodzinę ryby i pluskałem się w miejscowym jeziorku. A na zakończenie relacji przedstawiam współczesną kartkę pocztową firmowaną przez projekt Przyroda MOBI wspomagający organizowanie turystyki w północno-wschodniej Polsce.

Mazury agroturystyka

Mazury
(2007, http://www.przyroda.mobi)

Krutynia

Krutynia spływ kajakowy

Krutyń, spływ kajakowy
(2008, wyrób własny)

W czwartek pora na spływ Krutynią. Rzeką tą odbywają się spływy kajakowe, których trasa sięga powyżej 100 kilomentów. Jako typowy mieszczuch zamiast surwiwalowej przygody w deszczu i słońcu, wybrałem leniwą przejażdżkę łodzią po rzece. Rodzinna atrakcja okazała się jeszcze jednym rejsem wycieczkowym tyle że w mniejszym gronie. Pamiętając spływy z lat młodości odczułem wyraźny niedosyt. Smętne oglądanie częściowo już zurbanizowanych brzegów rzeki nie dało tyle emocji co walka wodnym żywiołem przy pomocy własnych rąk i wioseł. A przecież wystarczyło wypożyczyć kajak, zapakować się niego (jak to zrobili turyści na widokówce poniżej) i na kilka dni ruszyć z własnym namiotem. Tylko że wtedy narzekałbym pewnie na deszcz i niewygodną karimatę 🙂

Krutynia spływ

Spływ kajakowy na Krutyni
(lata 60-te)

Mazury / Kadzidłowo

Pojezierze Mazurskie

Kraina Wielkich Jezior Mazurskich
(lata 80-te)

Mazury kojarzą się przede wszystkim z tym co widać na widokówce powyżej: jachty, jeziora, kajaki, namioty. Ale oprócz takich atrakcji mamy jeszcze inne sposoby spędzenia czasu, tym bardziej, że opisywane wcześniej męskie rozrywki w postaci kupna biletu na statek wycieczkowy, oglądania kilkumetrowych zwałów betonu czy (nieopisywanego) wieczornego picia piwa, nie zaspokoją potrzeb młodszej części wycieczki.

Dlatego warto pojechać do Kadzidłowa. Jest tam Park Dzikich  Zwierząt, gdzie nasi milusińscy mogą z bliska zobaczyć sporo różnych gatunków zwierząt, a nawet (nie wiadomo czemu sprawia im to taką frajdę) pokarmić kozy. Po tych emocjach (1,5 godziny spaceru) trzeba usiąść w Karczmie pod Psem, gdzie niekoniecznie tanio, ale bardzo smacznie można zjeść małe co-niceco. Klimat tworzony przez starodawne wyposażenie chaty, w której mieści się oberża, wart jest spędzenia tam dłuższej chwili czasu. Polecam naleśnik z kajmakiem i do popicia miętę parzoną ze świeżych liści.

Kadzidłowo

Kadzidłowo
Oberża pod psem, Park Dzikich Zwierząt – stanowisko bocianów, wybieg.
(2008, wyrób własny)

Gierłoż k. Kętrzyna

We wtorek zwiedzałem Wilczy Szaniec, czyli kwaterę główną Hitlera. To tam właśnie Stauffenbergowi nie udało się dokonać zamachu na szefa państwa niemieckiego. Do dziś zwały betonu robią wrażenie, dając jako-takie wyobrażenie, jak to mogło wyglądać w czasach wojny.

Gierłoż Kwatera główna Hitlera

Fragment kwatery głównej Hitlera
(lata 60-te)

Oprócz widokówki rzut oka jak wygląda to współcześnie:

Gierłoż Wilczy Szaniec

Wycieczka po Wilczym Szańcu
(2008, wyrób własny)

Mikołajki

Siedem dni urlopu spowodowało, że na blogu nie pojawiały się nowe wpisy. Ale teraz, by wynagrodzić nieobecność, dorzucę nieco obrazków i zgodnie z nazwą bloga zaprezentuję gdzie to bywałem.

Ano wyjechałem na Mazury, by jak na prawdziwego letnika przystało pluskać się w jeziorkach, udawać że łowi się ryby i zwiedzać okolicę. Równo tydzień temu odwiedziłem Mikołajki – nie żeby od razu pływać łódką – jako mieszczuchowi wystarczyło połazić po nabrzeżu, zajrzeć na Rynek i przepłynąć rejsem wycieczkowym po Śniardwach. 

Mikołaki jezioro Mikołajskie

Widok od strony Jeziora Mikołajskiego.
(1975)

Dla zilustrowania relacji zamieszczam wiekową widokówkę i aktualne zdjęcie. To że prezentuję własne fotografie nie oznacza, że jestem nie wiadomo jakim tam fotografem – należę do tej rzeszy ludzi, którym do zrobienia zdjęcia wystarczy wiedza „gdzie nacisnąć”.

Mikołajki Rynek

Fontanna w Rynku
(2008, wyrób własny)

No to jeszcze dla porządku opis zmian, jakie miały miejsce pomiędzy czasem, gdy powstawały oba powyższe widoczki – według Wycia_auu: Ech… rozdzierająca serce nostalgia. Na wieży ciśnień nie było jeszcze ani masztu radiowego (1980, zdemontowany 1993), ani anten Centertela (1995). Zdjęcie zrobione z gruntowej wtedy uliczki Spacerowej przy ośrodku FWP między Wagabundą a zejściem z ulicy Leśnej. Po lewej stronie poza kadrem był ośrodek PTTK na wyspie, później zdewastowany, potem znowu odbudowany. Centrum Mikołajek poza kadrem. Na środku kadru po drugiej stronie jeziora ośrodek IMGW.