Blog zawiera pocztówki z niedawnych lat drugiej połowy XX wieku. Realny socjalizm razem z propagandą sukcesu, rodzący się kapitalizm a z drugiej strony nutka nostalgii.
W poprzednim tygodniu pogoda była tak ładna, aż żal wyjeżdżać, jakby powiedział klasyk. Jednak w środę, nastąpiło chwilowe załamanie pogody – ledwo parę godzin. Wykorzystując to, moja żeńska część rodziny wymyśliła wyjazd do Kołobrzegu, by oddawać się odwiecznemu rytuałowi chodzenia po sklepach. Szczęśliwie już od południa słońce powróciło
Tydzień nieobecności na blogu spowodowany był, jak nietrudno się domyślić, urlopem. W tym roku, ze względu na wygodę, zdecydowałem się na wczasy stacjonarne (w odróżnieniu od zeszłorocznego czynnego wypoczynku, polegającego na wożeniu tyłka samochodem:). Stołówka, plaża, spacery wzdłuż brzegu – po prostu wczasy.
Plaża w Dźwirzynie (2009, wyrób własny)
Niestety, pomimo dalekich spacerów, nie dotarłem do żadnej dzikiej plaży.
Każdy urlop kiedyś się kończy. Mój też zmierzał ku końcowi i w
przedzień długiej, sobotniej drogi oddałem się urokom wczasów
agroturystycznych: czyli zabijałem złowione przez moją rodzinę ryby i
pluskałem się w miejscowym jeziorku. A na zakończenie relacji
przedstawiam współczesną kartkę pocztową firmowaną przez projekt
Przyroda MOBI wspomagający organizowanie turystyki w północno-wschodniej
Polsce.
W czwartek pora na spływ Krutynią. Rzeką tą odbywają się spływy kajakowe, których trasa sięga powyżej 100 kilomentów. Jako typowy mieszczuch zamiast surwiwalowej przygody w deszczu i słońcu, wybrałem leniwą przejażdżkę łodzią po rzece. Rodzinna atrakcja okazała się jeszcze jednym rejsem wycieczkowym tyle że w mniejszym gronie. Pamiętając spływy z lat młodości odczułem wyraźny niedosyt. Smętne oglądanie częściowo już zurbanizowanych brzegów rzeki nie dało tyle emocji co walka wodnym żywiołem przy pomocy własnych rąk i wioseł. A przecież wystarczyło wypożyczyć kajak, zapakować się niego (jak to zrobili turyści na widokówce poniżej) i na kilka dni ruszyć z własnym namiotem. Tylko że wtedy narzekałbym pewnie na deszcz i niewygodną karimatę 🙂
Mazury kojarzą się przede wszystkim z tym co widać na widokówce powyżej: jachty, jeziora, kajaki, namioty. Ale oprócz takich atrakcji mamy jeszcze inne sposoby spędzenia czasu, tym bardziej, że opisywane wcześniej męskie rozrywki w postaci kupna biletu na statek wycieczkowy, oglądania kilkumetrowych zwałów betonu czy (nieopisywanego) wieczornego picia piwa, nie zaspokoją potrzeb młodszej części wycieczki.
Dlatego warto pojechać do Kadzidłowa. Jest tam Park Dzikich Zwierząt, gdzie nasi milusińscy mogą z bliska zobaczyć sporo różnych gatunków zwierząt, a nawet (nie wiadomo czemu sprawia im to taką frajdę) pokarmić kozy. Po tych emocjach (1,5 godziny spaceru) trzeba usiąść w Karczmie pod Psem, gdzie niekoniecznie tanio, ale bardzo smacznie można zjeść małe co-niceco. Klimat tworzony przez starodawne wyposażenie chaty, w której mieści się oberża, wart jest spędzenia tam dłuższej chwili czasu. Polecam naleśnik z kajmakiem i do popicia miętę parzoną ze świeżych liści.
Kadzidłowo Oberża pod psem, Park Dzikich Zwierząt – stanowisko bocianów, wybieg. (2008, wyrób własny)
We wtorek zwiedzałem Wilczy Szaniec, czyli kwaterę główną Hitlera. To tam właśnie Stauffenbergowi nie udało się dokonać zamachu na szefa państwa niemieckiego. Do dziś zwały betonu robią wrażenie, dając jako-takie wyobrażenie, jak to mogło wyglądać w czasach wojny.
Fragment kwatery głównej Hitlera (lata 60-te)
Oprócz widokówki rzut oka jak wygląda to współcześnie:
Siedem dni urlopu spowodowało, że na blogu nie pojawiały się nowe
wpisy. Ale teraz, by wynagrodzić nieobecność, dorzucę nieco obrazków i
zgodnie z nazwą bloga zaprezentuję gdzie to bywałem.
Ano wyjechałem na Mazury, by jak na prawdziwego letnika przystało
pluskać się w jeziorkach, udawać że łowi się ryby i zwiedzać okolicę.
Równo tydzień temu odwiedziłem Mikołajki – nie żeby od razu pływać łódką
– jako mieszczuchowi wystarczyło połazić po nabrzeżu, zajrzeć na Rynek i
przepłynąć rejsem wycieczkowym po Śniardwach.
Widok od strony Jeziora Mikołajskiego. (1975)
Dla zilustrowania relacji zamieszczam wiekową widokówkę i aktualne
zdjęcie. To że prezentuję własne fotografie nie oznacza, że jestem nie
wiadomo jakim tam fotografem – należę do tej rzeszy ludzi, którym do
zrobienia zdjęcia wystarczy wiedza „gdzie nacisnąć”.
Fontanna w Rynku (2008, wyrób własny)
No to jeszcze dla porządku opis zmian, jakie miały miejsce pomiędzy czasem, gdy powstawały oba powyższe widoczki – według Wycia_auu: Ech… rozdzierająca serce nostalgia. Na wieży ciśnień nie było jeszcze ani masztu radiowego (1980, zdemontowany 1993), ani anten Centertela (1995). Zdjęcie zrobione z gruntowej wtedy uliczki Spacerowej przy ośrodku FWP między Wagabundą a zejściem z ulicy Leśnej. Po lewej stronie poza kadrem był ośrodek PTTK na wyspie, później zdewastowany, potem znowu odbudowany. Centrum Mikołajek poza kadrem. Na środku kadru po drugiej stronie jeziora ośrodek IMGW.